Rozdział Piąty:"Nie pojawiałem się,ale nadal byłem"
Po wakacjach zaczęła się szkoła.Obudził mnie mój kochany budzik, o którym zdążyłam już zapomnieć przez czas przerwy. Oczywiście wcisnęłam przycisk drzemki, ale zegar nie dawał za wygraną. Zadzwonił ponownie.Mozolnie wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki.Przemyłam twarz,a potem zrobiłam lekki makijaż.Uczesałam włosy,ubrałam się pośpiesznie i zeszłam na dół.W jadalni siedział Jack,pił kawę i jednocześnie czytał gazetę.
-Hej. - Rzuciłam mu niewyraźnie.Ten uniósł głowę,dopiero teraz dostrzegł,że pojawiłam się na horyzoncie.Jack spał u nas tylko czasem.Tak było i tym razem.Nie mieszkał u nas.Mama stwierdziła,że z pewnością pomyślą o tym,po zaręczynach,któryh jeszcze nie było.
-Cześć,Clarie. - Posłał mi wymuszony uśmiech. - Siadaj,zjedz coś. - Zachęcił.
-Jasne. - Usiadłam przy stole,nalewając sobie do kubka herbaty. - Mama już wyszła?
-Tak.Jakieś pół godziny temu. - Oznajmił. - Dziś pierwszy dzień szkoły.Nie irytuje cię to,że będziesz powtarzać klasę? Twojemu bratu,nigdy to się nie zdarzyło. - Zaznaczył.
-Cóż,nie każdy jest tak zdolny,jak Luke. - Przypomniałam.
-Oboje jesteście inteligentni.Po prostu w tym roku się rozleniwiłaś. - Skomentował. upijając łyk kawy. - Twoja matka bardzo to przeżyła.Zawiodłaś ją. - Zarzucił mi.
-Wiem. - Przyznałam cicho. - Poprawię się. - Dodałam patrząc pustym wzrokiem na Jack'a.
-Koniecznie.Chyba nie chcesz przynieść rodzinie hańby,prawda? - Zatrzymał swoje uważne spojrzenie na mnie. - Twoi rodzice skończyli dobre studia.Postaraj się iść w ich ślady.
-Wiem,w tym roku dam z siebie więcej. - Zapewniłam, kładąc na talerz jednego tosta.
-Obyś tylko dotrzymała obietnicy.Mam już powoli dosyć,marudzeń twojej mamy,na twój temat. - Skwitował i dopił kawę do końca,po czym wstał od stołu. - Lecę do biura.Pojedziesz do szkoły autobusem. - Oświadczył zarzucając na siebie,swoją garniturową marynarkę.
-Jasne.Poradzę sobie. - Zaręczyłam łagodnie.
-Miłego dnia. - Rzucił z szybkim uśmiechem,a potem wyszedł z domu.
Wchodząc do budynku szkoły, przez ogromne drzwi, po kolei witałam się z ludźmi na korytarzu.Nic się tu nie zmieniło.Wszystko po staremu.Z oddali zobaczyłam Amy i Chris'a,którzy rozmawiali przy szafkach.Odważyłam się i ruszyłam w ich kierunku.Gdy mnie zobaczyli,ich miny były średnio zadowolone,ale przecież nie mogę ich unikać.
-Cześć. - Odezwałam się stając tuż przy nich.
-Hej. - Opowiedział Chris,a Amy wysłała w moją stronę wymuszony uśmiech.
-Co tam słychać? - Spytałam,próbując rozkręcić rozmowę.
-W porządku. - Stwierdził Standall. - Prócz tego,że zaczęła się szkoła. - Marudził.
-Tak,ale wszystko co dobre,szybko się kończy. - Przypomniałam.
-To prawda.Widziałaś się z ludźmi z twojej nowej klasy? - Spytał.
-Nie. - Odrzekłam. - Znam co prawda kilka dziewczyn,ale reszty nie bardzo.
-Dasz sobie radę. - Uśmiechnął się blado.Chris Standall przyjaźnił się ze mną od dawna,podobnie było z Amy.Lecz aktualnie nasze relacje się nieco ochłodziły.Dało to się odczuć.Po pierwsze? Żadne z nich nie przytulało mnie na powitanie,a zazwyczaj tak było.Po drugie? Chris nie był zabawny,jak kiedyś,a Amy? Nie wyrywała się nawet do rozmowy.
-Mam nadzieję.Jak było w hiszpani,Amy? - Skierowałam się do niej.
-Yyy...Chyba dobrze. - Odparła krótko i niezbyt chętnie. - Minęło szybko. - Dodała.
-To dobrze. - Przynałam ,usiłując się uśmiechnąć,ale wyszło sztucznie. - Wybaczcie mi,muszę już iść.Do zobaczenia. - Machnęłam im ręką i w espresowym tempie,zniknęłam w innym skrzydle szkolnym.Coś czuje,że ten dzień będzie beznadziejny.
-Cześć Clarie. -Ni stąd ni zowąd,przede mną zjawiła się,Brittany Stone.W cudzysłowiu,królowa szkoły.Była uwielbiana i w dodatku ładna.Każdy chłopak za nią latał,a dziewczyny paliły się z zazdrości i zachwytu.Jej rodzice byli bardzo bogaci,ta dziewczyna miała wszystko,czego chciała.I oczywiście,nie znosiła takich "szarych myszek" Jak ja.Nie trawiła cichych i spokojnych dziewczyn,które były zupełnie odmienne, niż ona.
-Brittany. - Szepnęłam,czując swoją niższość względem niej.
-Słyszałam,że nie przeszłaś klasy. - Uśmiechnęła się fałszywie,cieszyła się moją porażką. - Będziemy musiały się znosić,niestety. - Syknęła ironicznie i przewróciła oczami.
-Nie zamierzam wchodzić ci w drogę. - Oświadczyłam,starając się brzmieć nieco pewnie.
-Cieszę się,że rozumiesz. - Zmierzyła mnie szyderczym wzrokiem. - Skoro już rozmawiamy,co słychać u Ryan'a? - Wiedziała,że to dla mnie drażliwy temat.Ryan i ja zerwaliśmy ze sobą niedługo przed wakacjami,wiedziała,jak mnie wytrącić z równowagi
-Wolę nie poruszać tego tematu. - Ucięłam,czując,że robię się nerwowa.
-Rozumiem. - Pokiwała ironicznie głową. - Pytam,bo chcę się upewnić,czy pogodziłaś się z tym,że wybrał wtedy mnie,a nie Ciebie. - Ryan przespał się z nią,a ja niestety ich przyłapałam.Pamiętam,że byłam już wtedy z nim w ciąży,chociaż tak naprawdę...Nie miałam jeszcze o tym bladego pojęcia.Brittany była świadoma,że zabolą mnie jej słowa.
-Dla twojej wiadomości,już dawno zdążyłam o tym zapomnieć. - Rzuciłam łagodnie.
-Naprawdę? - Uniosła brwi. - O ciąży też zdążyłaś zapomnieć? - Zaśmiała się cynicznie.Czas stanął,a ja poczułam ,jakby ktoś wbił mi nóż w plecy.Skąd wiedziała?
-Kto ci to powiedział? - Zapytałam zciszonym tonem głosu.Byłam przerażona jej słowami.
-Nie twój interes, skąd wiem. - Wycedziła z wyższością i ominęła mnie z gracją, idąc w głąb korytarza,gdzie czekali na nią,jej znajomi,jej "Przyjaciele",których śmiała tak nazywać.Nie sądzę,żebyli byli jej prawdziwymi przyjaciółmi.Aby zaprzyjaźnić się z Brittany,trzeba było spełniać pewne kryteria,które ona tolerowała.Była snobką,dlaczego chłopcy,którzy się ubiegali o jej względy,nigdy nie potrafili,tego dostrzec? Totalni idioci. Zatrzymałam się przed moją szafką. Po wpisaniu kodu, w końcu udało mi się ją otworzyć i wyjęłam swoje książki do Historii,która była dziś pierwszą lekcją.Westchnęłam ciężko, ruszając do klasy.
Zajęłam wolne miejsce w ławce.Kątem oka dostrzegłam,że królowa szkoły,mam tu na myśli oczywiście,Brittany...Siedzi kilka ławek obok mnie.Pani martin weszła do klasy,kładąc na swoim biurku jakąś teczkę z dokumentami.Spojrzała w końcu powoli na uczniów.
-Witajcie kochani,po wakacjach.Mam nadzieje,że wypoczeliście wszyscy. - Jej twarz się rozpromieniła. - W tym roku dołączyła do nas Clarie Richardson.Zakładam,że przyjmiecie ją ciepło,z otwartymi ramionami. - Powiedziała znącząco,a ja poczułam,że wszyscy się na mnie patrzą i pożerają mnie wzrokiem.Czy może być coś gorszego? Owszem,szyderczy uśmieszek Brittany i jej koleżanek,zapowiadał wspaniały rok szkony.Nie przeżyje.
Czterdzieści pięć minut później, upragniony dzwonek zadzwonił! Wszyscy wstali, wychodząc bez żadnego pożegnania. Wyszłam z klasy,ale usłyszałam za sobą głos Cindy.
-Richardson,czekaj. - Zawołała doganiając mnie.
-Tak? - Zatrzymałam się.Znałyśmy się dość dobrze,ponieważ Cindy Hetfield,chodziła ze mną kiedyś do klasy,lecz niestety też nie przeszła.Dodając również fakt,że mieszkałyśmy od siebie jakieś cztery domy dalej.Teraz? Znowu chodzimy do tej samej klasy,więc za pewne będziemy się częściej widywać,ale nie przeszkadza mi to,ani trochę.
-Cieszę się,że chodzisz z nami do klasy,ale...Uważaj na Brittany.To podła żmija.
-Wiem o tym. - Przytaknęłam. - Ale dzięki za ostrzeżenie. - Dodałam.
-Idę do biblioteki.Muszę wypożyczyć książkę.Idziesz ze mną? - Zapytała z entuzjazmem.
-Idę. - Zakomunikowałam cicho i podążyłam za Hetfield.
Gdy wyszłyśmy już z biblioteki,uświadomiłam sobie,że Cindy jest świetną słuchaczką i oczywiście,posiada w sobie dużo optymizmu,co sprawiało,że nie można było opisać ją,jako osoby smutnej,która nie widzi sensu życia.Być może,była totalnym przeciwieństwem mnie?
-Mamy nowego nauczyciela z Chemii. - Uprzedziła mnie Cindy.
-Naprawdę? Nie wiedziałam. - Pokręciłam głową. - Mam nadzieje,że będzie lepszy niż Pani MacKanzie.Nigdy jej nie lubiłam.Zawsze zadawała tak dużo tych kartkówek i sprawdzianów. - Skarżyłam się. - W dodatku to właśnie przez nią,nie zdałam klasy.
-Racja, MacKanzie była beznadziejną nauczycielką. - Zgodziła się ze mną. - O mój Boże,patrz. - Szturchnęła mnie lekko,wgapiając się w mężczyznę,który szedł korytarzem.
-Co do licha? - Spojrzałam na niego.Nie tylko ja.Wszystkie dziewczyny zawieszały na nim swój wzrok,a chłopacy przyglądali się z uznaniem.. - Czy to jest ten nowy nauczyciel z chemii? - Spytałam nieco ciszej Cindy.Nauczyciel był nieziemsko przystojny i wyglądał tak młodo,że trudno było uznać,czy faktycznie jest tutaj nauczycielem.
-Jest ciachem. - Zachwyciła się Cindy. - Totalnym ciachem. - Dorzuciła.
-Daj spokój,aż taki przystojny nie jest. - Próbowałam ściągnąć ją na ziemię.
-Lekcja chemii,będzie przyjemnością. - Uniosła się szczęślwa.
Niestety,lekcja chemii nastąpiła w błyskawicznym tempie.Uczniowie zajęli swoje miejsca,po dziewczynach było widać,że są podekscytowane,nowym nauczycielem.Ciągle coś szeptały do siebie i chichotały,jakby miały spotkać za chwilę wielką gwiazdę holywood.
-Nazywa się Nathan Owson. - Dała znać podniecona Brittany,swoim koleżankom.
-O mój Boże,brzmi tak seksownie. - Uznała jedna z nich.Starałam się nie patrzeć na nie,nie chciałam wzbudzać w nich złości.Czasami zastanawiałam się,czy koleżanki Brittany są głupie,czy po prostu udają,żeby wpasować się w poziom Brittany.
-Dzień dobry. - Do klasy spokojnym krokiem,zawitał nasz nowy nauczyciel chemii.Z bliska faktycznie wyglądał na przystojnego,zadbanego i atrakcyjnego faceta. Był szatynem o dobrze wymodelowanych włosach.Oczy miał błękitne,a sylwetka wyraźna i dająca do zrozumienia,że mógł chodzić na siłownię. - Nazywam się Nathan Owson i będę waszym nowym nauczycielem z chemii. - Poinformował nas z uśmiechiem na twarzy.
-Myślałem,że mamy nowego ucznia. - Rzucił któryś z chłopaków,co wywołało śmiech u Owson'a,jak i niektótych poszczególnych osób.Zdawał się znać na żartach.
-Być może wyglądam młodo,ale zapewniam,że...Jestem od was starszy. - Oświadczył miłym tonem głosu.
-Pewnie nie zaspokoi Pan,naszej ciekawości. - Wypowiedziała się Stone.
-Niech wam będzie.Mam 24 wiosen.Czy teraz zaspokoiłem,waszą ciekawość? - Popatrzył na klasę.Wszyscy potwierdzili,pokazując akceptację,jaką dali nowemu nauczycielowi. - Słuchajcie,jesteście pierwszą klasą,którą będe uczył.Mam nadzieję,że nie będzie żadnych nieporozumień między nami i,że polubicie mnie ,jak i przedmiot,którego uczę.
-Chemia to jeden z moich ulubionych przedmiotów. - Oświadczył ktoś z klasy.Uczniowie byli nastawieni bardzo przychylnie,do nowego nauczyciela,prawde mówiąc,większość mogła go zaliczyć,do grona "Ulubionych nauczycieli".
-Świetnie,zatem...Przejdźmy do lekcji. - Zaczął dość entuzajstycznie.
Po lekcji,wszyscy wyszli z klasy.Brittany złośliwie i niby "niechcący",zrzuciła mój piórnik z mojej szkolnej ławki.Kredki i długopisy rozsypały się na podłogę.W szybkim tempie zaczęłam je zbierać,nie chciałam zostawać zupełnie sama w klasie z tym Owson'em.
-Pomogę. - Zaoferował i pośpiesznie pomógł mi pozbierać przybory szkolne z podłogi.
-Dziękuje. - Wymamrotałam orientując się,że właśnie zostałam sama z nim w klasie.
-Clarie Richardson,prawda? - Zapytał przyglądając mi się.
-Ja? - Prędko wstałam na równe nogi,mój nauczyciel również.
-Pani MacKanzie mi o tobie wspominała.Mówiła,że przez chemię nie zdałaś klasy. - Rzucił mi łaskawy wzrok. - Przykro mi i rozumiem,że ten przedmiot nie jest,twoją mocną stroną.
-Cóż,nie każdy lubi przedmioty ścisłe. - Zasygnalizowałam spokojnie pakując zamknięty już piórnik do swojego granatowego plecaka.Musiałam wyglądać na trochę nerwową.
-To nie czyni cię kimś gorszym. - Uzmysłowił mi,a ja zdobyłam się na niewyraźny uśmiech.
-Znał Pan...Naszą nauczycielkę z chemii. - Dostrzegłam w końcu.
-Tak,owszem.Uprzedzała mnie,żebym cię przypilnował z nauką. - Wyznał.
-Nie trzeba.Dam sobie radę. - Zapewniłam.
-Gdy pojawią się jakieś problemy,dam ci dodatkowe korepetycje.Dobrze? - Popatrzył na mnie z troską na twarzy.Musiało mu zależeć na edukacji innych uczniów.
-Nie będzie chyba takiej potrzeby. - Powiedziałam pół głosem.
-Ale gdyby była,zawsze możesz przyjść. - Oznajmił,a ja delikatnie skinęłam głową.
-Dziękuje za fatygę,Panie Owson. - Odrzekłam. - Muszę już iść.Mam kolejną lekcję.Do widzenia. - I szybkim krokiem wyszłam z klasy,kierując do swojej szafki szkolnej.
Po dotarciu do domu zjadłam wczesny obiad,który kupiłam na mieście. Reszta popołudnia upłynęła mi na odrabianiu lekcji i czytaniu książki Jeya Ashera.Pod wieczór zaczęłam się zastanawiać nad tym,co powiedziała mi dziś Brittany.Jej słowa dudniły mi w uszach.
"O ciąży też zdążyłaś zapomnieć? - Zaśmiała się cynicznie.
-Kto ci to powiedział? - Zapytałam zciszonym tonem głosu.Byłam przerażona jej słowami.
-Nie twój interes, skąd wiem. - Wycedziła z wyższością."
Wiedziała o mojej ciąży,prawdopodobnie wiedziała również o tym,że usunłam dziecko,ale czy zdawała sobie sprawę,że uczyniłam to pod wpływem szantażu Ryan'a?
-Clarie,nie zaprzątaj sobie głowy kimś,kto cie nie lubi. - Doradził mi Gabriel.
-Boże. - Syknęłam wystraszona. - Może raczyłbyś mnie wcześniej uprzedzać,że chcesz wpaść.Twoje pojawianie się i znikanie z nienacka jest,przerażające. - Poskarżyłam się.
-Wybacz,nie chciałem cię przestraszyć.
-Ale i tak zazwyczaj to robisz. - Rzuciłam mu karcące spojrzenie.- Co sprawiło,że znowu się pojawiłeś? - Spytałam.Gabriel i ja od trzech tygodni,nie rozmawialiśmy ze sobą.Po prostu nie pojawiał się. - Myślałam,że już cie nie zobaczę. - Wyjawiłam.
-Nie pojawiałem się,ale nadal byłem. - Objaśnił,po czym usiadł wygodnie na moim łóżku. - A teraz opowiedz, jak minął ci dzień. - Poprosił spokojnie,czekając aż zacznę.
___________________________________________________________________________________________________________________
-




Komentarze
Prześlij komentarz